wizyt
Dzisiaj: 10Wszystkich: 1083

o mnie

Witam na stronie poświęconej mojej hodowli.

Będąc małym dzieckiem, już marzyłam by mieć psa rasowego. Może sprawiły to wizyty na wystawach psów, na które zabierali mnie rodzice, gdy akurat odbywały się w Toruniu? Początkowo rasa nie była dla mnie zbyt istotna, choć zawsze bardzo podobały mi się charty, ale też dogi, dobermany. Swojego pierwszego, rodowodowego psa, dostałam w 1983 r. i był to dalmatyńczyk -śliczna suczka BONI od Kasi, nazwana przeze mnie BESSI. To od niej wszystko się zaczęło. Zostałam jedną z najmłodszych wówczas członkiń Związku Kynologicznego w Polsce,a miało to miejsce dokładnie 10.01.1984r.Wkrótce też wybrałam nazwę hodowli i zarejestrowałam ją. Zatem w 2019r. przypada 35 rocznica tych wydarzeń. Nazwa hodowli  "ze Sfory Cętkowanej" ,dedykowana była mojej cętkowanej Bessi, bo to miała być jej sfora. Zaliczyłam z moją dalmatynką szkolenie na Psa Towarzysza, jeździłam na wystawy, raz z większymi, raz z mniejszymi sukcesami. Doczekałam się także pierwszego i jedynego miotu dalmatyńczyków ze Sfory Cętkowanej. Moja ukochana sunia zaginęła w niewyjaśnionych nigdy okolicznościach, w wieku 4 lat, pozostawiając ogromny żal......

W latach 80 tych zdobywanie wiedzy kynologicznej było bardzo trudne. Udało mi się kiedyś wystać w długiej kolejce do księgarni rolniczej przy ul. Szerokiej w Toruniu, rewelacyjną na owe czasy książkę Lubomira Smyczyńskiego pt. " Psy, Rasy i Wychowanie" .To była moja Biblia, czytałam ją kilkanaście razy, znałam wręcz na pamięć. W tej książce z czarno-białymi, marnej jakości zdjęciami, wpadło mi w oko jedno- jamnika długowłosego. Zostałam zauroczona, pamiętam nawet do dziś podpis pod zdjęciem- DOLORES z Sadu. Od tamtej pory zaczęłam marzyć o takim jamniku.Zanim jednak spełniłam to marzenie, musiałam zdać maturę i wyjechałam do Bydgoszczy na studia zootechniczne, na ówczesnej Akademii Techniczno-Rolniczej. Nie czekałam jednak, aż skończę studia, na 5 tym roku, ku zaskoczeniu wszystkich, kupiłam moją pierwszą, długowłosą jamniczkę, w rozmiarze raczej standardowym i jeszcze bez rodowodu. Iga zamieszkała ze mną w akademiku, co kosztowało mnie kilka paczek kawy i czekolad, jako, że ten deficytowy w owych czasach towar, miał przekonać kierowniczkę akademika, by przymknęła oko na nowego lokatora. 

Po skończeniu studiów, zamieszkaniu we własnym domu, przybyła do nas czarna briardka AXA Wesołe Misie. Nie była to wystawowa gwiazda, ale za to realizowaliśmy się na szkoleniach,  na psa towarzysza i obrończego. Poźniej nadszedł czas owczarków szkockich długowłosych. Albi i Angel osiągały sukcesy na wystawach, Angel wygrała kiedyś rasę na międzynarodowej wystawie w Łodzi w konkurencji 40 collie. Jednak nie dane mi było tych owczarków hodować, bo żadna z moich suk nie dała mi nigdy szczeniąt. Odeszły już, Albi w wieku 14,5 lat, a Angel po 12 latch życia.Równocześnie hodowałam moje kochane jamniki długowłose miniaturowe. Przez 16 lat żyły z nami GAMA z Kałowskiej Chaty i CAVALCANTI Elsanta. Ta para dała kilka miotów, choć szczenięta trafiały  wtedy raczej w niewystawowe ręce.

Później przybyła czarna królicza MAMBA,od której zostawiłam sobie z pierwszego jej miotu, z VICO Krestosem, króliczą suczkę FIONĘ. Ta suka idealnie sprawdziła się w hodowli i z różnymi samcami dała kilka pięknych championów,sama także podwójną championką będąc. W 2008r. sprowadziłam z doskonałej hodowli w Czechach, Toklarama's ESPRESSO. Z tym przepięknym psem dane mi było poznać smak dużych wygranych .Coffe odszedł dużo za wcześnie, pozostawiająć wielką ranę w mym sercu. Ale życie trwało dalej.

Postanowiłam sprowadzić z Rosji czarnego, miniaturowego samca z czekoladowym genem i tak, w 2009r. trafił do mnie Kinchville VINNO VERETTI. Piękny pies, który nigdy nie zszedł poniżej oceny doskonałej, a bywał na wielu wystawach. Dziś to już prawie 8 latek, wciąż w dobrej kondycji, a jego potomstwo mieszka w kilku krajach Europy. Do niego, w 2011r. dołączyła z Niemiec czekoladowa, jedyna wówczas w Polsce, długowłosa miniatura w tym kolorze. Dzięki tej parze wyhodowałam czekoladowe jamniki, które zamieszkały głównie za granica Mój kolejny import z Rosji, to króliczy Grand Avelen DERVIL, najbardziej utytułowany obecnie pies w mojej hodowli, który dał mi mnóstwo powodów do dumy i radości, zdobywając  chociażby Mł.Zw.Świata, czy stając na drugim stopniu podium, na prestiżowej wystawie Amsterdam Winner. Z dalekiej Syberii  w 2014r.przyjechała śliczna, królicza CHARODEYKA s Divnych Gor, obecnie bardzo utytułowana już suka. W 2016r. z Czech, sprowadziłam KARAMELLĘ ze Stoupovy Chaloupk,  ładną,rudą króliczą suczkę. Najnowszym importem do mojej hodowli, jest miniaturowa, czarna suka z hodowli Toklarama;s- PETITE POLI. Przed ukończeniem roku, suczka ta została Mł.ZW.Europy, w pażdzierniku 2018r. w Warszawie.

Poza jamnikami, rasą,która mnie urzekła są papillony.Mam je od 2009r. Piękne, niezwykle inteligentne, idealne do psich sportów.Posiadam obecnie 3 psy tej rasy, choć Molly i Gucio to już emeryci, a hodowlaną suką jest tylko INGRID Fashion First. Dziewczyna z doskonałym temperamentem, bardzo ładna, ze świetnym rodowodem, która jest już Championką Polski i Litwy.Bardzo cieszy mnie to, że dwójka papillonów z mojej hodowli odnosi duże sukcesy na torze agility, co jest niewątpliwą zasługą ich włascicielek- pasjonatek tego sportu.

 

Dzisiaj każdy w zasadzie może być hodowcą, kupić sukę, zaliczyć min. 3 wystawy i ją rozmnożyć. Jednak to nie takie proste. Doświadczenie nabywa się latami, a natura i tak potrafi nas zaskoczyć.Potrzebna jest wiedza, pasja, cierpliwość, odporność i dużo szczęścia. Na pewne rzeczy wpływu nie mamy, ale wiedzę zdobywać można. Ja, chcąc być bardziej wiarygodnym hodowcą, posiąść wiedzę, która pomoże mi w realizacji mojej pasji, wybrałam studia zootechniczne,co pozwoliło mi też pracować już 20 lat w zoo,gdzie nadzoruję opiekę nad cennymi, zagrożonymi gatunkami. Później zdobyłam dodatkowo zawód zoopsychologa - specjalisty od relacji człowiek- zwierzę towarzyszące. Dzięki temu mogę lepiej zrozumieć moje psy,prawidłowo socjalizować szczenięta, ale i pomagać nabywcom psów z moje hodowli w wychowaniu, przygotowaniu do wystaw. Kontakt z nowym włascicielem, jest dla mnie ogromnie ważny. Zanim wybiorę nową rodzinę moim maluchom, uprzedzam, że będę interesować się ich życiem, rozwojej, przez cały czas. Jedni sobie to cenią, ale są osoby, którym nie zależy na kontakcie z hodowcą, którzy nie mają czasu wysłać  zdjęcia raz na rok. To jest przykre i dlatego wybór domu dla szczenięcia, jest z upływem lat coraz trudniejszy dla mnie.

Dzięki mojej pasji poznałam wiele wspaniałych osób,nawiązałam prawdziwe przyjaźnie, odwiedziłam różne kraje. Wciąż mam chęć się szkolić, poszerzać wiedzę. Moje psy pozwalają mi łatwiej przejść przez różne trudne momenty mojego życia,dodają mi dobrej energii i sprawiaja, że wciąż mi się chce pracować z nimi, jeżdzić na wystawy, siedzieć w nocy przy szczeniakach, sprzątać,obcinać pazurki, czyścić  psie zęby, fotografować je  ...............i żyć, w pełni żyć, w otoczeniu moich czworonożnych przyjacół, którzy jeśli raz trafią do mnie, są ze mną do końca swoich dni,a ja po tylu latach dochodzę do wniosku, że to nie ja mam hodowlę, ale hodowla ma mnie i to na 110%. 

Serdecznie zapraszam do kontaktu, bo na rozmowy o psach, czas znajdę zawsze.

                                                                                                                                                     Beata Gęsińska

 

 

 

Facebook